O autorze

Cześć,

mam na imię Mateusz i od ponad 12 lat jestem zawodowym programistą. Ostatnie prawie 5 lat spędziłem tworząc oprogramowanie na potrzeby sektora bankowego, głównie pracując dla największych banków w Polsce. Zmagałem się z korporacyjnym klimatem, procedurami i kodem, który tam zastałem, a było go naprawdę dużo…

Jako programista zawsze chciałem się rozwijać. Dużo czytałem, oglądałem prezentacje, chodziłem na konferencje i z trudem budowałem swój warsztat programistyczny.

 

Zawsze też lubiłem się dzielić swoją wiedzą, dlatego założyłem bloga. Mój pierwszy blog mdabrowski.net po raz pierwszy ujrzał światło dzienne w 2007 roku. Wtedy jeszcze raczkowałem jako web developer programując w PHP. W zasadzie, swoją karierę zaczynałem jako grafik, ale po 2 miesiącach pracy  zorientowałem się, że nie mam za bardzo talentu do tego. Stwierdziłem, że to chyba nie dla mnie i że warto pomyśleć o czymś innym…

Wtedy ktoś w pracy powiedział, że „robienie stron to niezły biznes i że jego znajomy całkiem nieźle na tym zarabia”. Pomyślałem, że mógłbym się tego nauczyć. Lubiłem się uczyć, więc zacząłem googlać. Znałem już wtedy podstawy Html i Css, więc wydawało mi się, że to już całkiem sporo. Wiedziałem też, że potrzebna jest też znajomość „jakiegoś programowania”. Ktoś mi powiedział (nie pamiętam kto), że można to robić w PHP lub w CGI. Na szczęście bardzo szybko zorientowałem się, że CGI to już odchodząca technologia i zacząłem uczyć się PHP.

Początki były bardzo trudne. Kupiłem jakąś pierwszą lepszą książkę do PHP. Dzisiaj już wiem, że to był najgorszy z możliwych wyborów. Książka ta propagowała styl pisania stron „w jednym pliku”. Wszystko, co było potrzebne do zrobienia strony w PHP znajdowało się w jednym pliku. Tak też powstała moja pierwsza strona robiona komercyjnie – kilka plików, każdy po kilkaset linii Htmla przeplatanego PHP i Cssami. Mordęga!

Mimo dużego zaangażowania, bardzo wolno robiłem postępy. Wiele nieprzespanych nocy. Tysiące prób i błędów. Szukanie informacji o tym, jak programować. Nie miałem wtedy nawet internetu. Wszystko co udało mi się znaleźć w internecie (w pracy) zgrywałem dosłownie na dyskietkę, przeglądałem i uczyłem się z tego w domu (pendrive’y były jeszcze wtedy dosyć drogie, był 2005, a ja jako grafik bez doświadczenia i umiejętności, zarabiałem grosze).

Upór i ciężka praca w końcu dały dobre efekty. Po prawie 2 latach zdecydowałem, że umiem już wystarczająco dużo i postanowiłem, że poszukam pracy jako Html Developer/Web Master (tak to się kiedyś nazywało, dzisiaj to po prostu frontendowiec). Nie czułem się jeszcze zbyt pewnie w PHP (chociaż już wtedy zrobiłem kilak fajnych komercyjnych stronek).

Po roku pracy jako frontendowiec zacząłem pisać w PHP jako normalny FullStack. Droga do zostania pełnoprawnym, pełnoetatowym programistą zajęła mi 3 lata. Dzisiaj wszystko wygląda inaczej, ludzie po 6 tygodniowym bootcampie dostają pracę frontendowca czy backendowca. Eh…

Jak już zacząłem, to jakoś poszło… Dużo się uczyłem, szukałem nowych fajnych narzędzi, które pomagały mi się rozwijać (Zend framework) i usprawniały moją pracę – progres był bardzo duży, wkręciłem się na maksa w programowanie. Do dzisiaj miło wspominam ten czas. Bardzo dużo się uczyłem i bardzo dużo frajdy mi to dawało.

Podsumowując, ten okres był z jednej strony fajny, a z drugiej ciężki. Udało mi się zrobić kilka dobrych stron. Jeden duży klient nie zapłacił – kosztowało mnie to kilka miesięcy pracy i kilka tysięcy złotych… Co na tamte czasy było dla mnie kosmosem. Z ciekawostek – jedną stronę wizytówkową robiłem 3 lata 😉 Wprawdzie klient mi za to zapłacił, ale czas i nerwy, które straciłem nie były tego warte. Nigdy więcej nie spotkałem nikogo tak upierdliwego. Raz wylądowałem w szpitalu z przepracowania (pracowałem na etacie, a po godzinach robiłem strony). Największa rzecz jaką napisałem sam w PHP, to był intranet z elementami CRM’a, który integrował 9 różnych baz danych i miał ok 80 tyś. linii kodu 😉

 

Po czterech latach phpowania stwierdziłem, że już niewiele mogę się rozwinąć w tej technologi i przyszedł czas na zmiany. Mój wybór padł na Javę, ze względu na możliwości tego języka, ale też można było wtedy o wiele więcej zarobić pisząc w tym języku (i stawał się on coraz bardziej popularny). Co oznaczało dla mnie, że będę mógł zrezygnować z robienia zleceń po godzinach, które już zaczynały się bardzo odbijać na moim zdrowiu.

Pracując jako phpowiec, uczyłem się Pythona, Javy i liznąłem nawet trochę C++. Nauka Javy nie była jakoś specjalnie trudna. Miałem za sobą kilka lat intensywnej nauki, więc można powiedzieć, że byłem na fali.

 

Jednak pierwszy mój projekt w Javie to niestety wielkie rozczarowanie. Napisany był w JSF i EJB, więc nie były to jakieś super fajne technologie (był 2012-2013 rok). Zawsze powtarzam, że „narzędzia to tylko narzędzia, wszystko zależy od tego jak ich używasz”. No i w tym projekcie problemem nie były narzędzia, tylko ludzie, którzy ich używali bardzo nieumiejętnie. To było zderzenie z wielkim światem Javy i trochę otrzeźwienie, że ten świat nie jest taki piękny jak myślałem.

W PHP miałem wszystko ładnie poukładane, małe klasy, małe metody, najnowsze (bardzo wygodne w użyciu) frameworki. A w Javie? Masa błędów w projekcie, technologie, które już w tedy były troszkę przestarzałe (chociaż ciągle rozwijane). Kod jak makaron, o którym nie chce się nawet myśleć… Ale byłem zdeterminowany, przewalczyłem odpowiednią ilość godzin i trochę naprostowałem cały projekt. Trochę, bo więcej się nie dało. Niestety ludzie i różnego rodzaju relacje sprawiają, że czasem się nie da i trzeba iść dalej… Po dwóch latach zmieniłem pracę, w między czasie przeprowadziłem się też do Warszawy, co zwiększyło moje możliwości na rynku pracy.

Zacząłem uczyć się  Springa i Junit. Gdzieś ktoś polecił książkę Clean Code. Dzięki temu zobaczyłem, że w Javie też można pisać fajny kod i robić o wiele bardziej zaawansowane rzeczy niż w PHP. W pewnym momencie bardzo wciągnąłem się w świat Javy. Zaczęły mnie interesować projekty, które mają ogromną bazę kodową. Projekt, który miał mniej niż 1 mln. linijek wydawał się słaby 😉

Po drodze było wiele zmian pracy, od tamtego czasu jestem w dużej mierze związany z finansami, bankowością i ubezpieczeniami. I w tych obszarach staram się poruszać. Dużo nauki po drodze. Dużo różnego rodzaju projektów. Część z nich była ciekawa, część mniej fajna, a niektóre, niestety były kompletną porażką. Nauczyłem się jednej ważnej rzeczy, że kod to tylko dodatek. Najważniejsze w IT są relacje (międzyludzkie). I to one sprawiają, że projekt jest albo bardzo dobry, albo nie nadaje się do niczego…

 

Jeśli chcesz się ze mną skontaktować to możesz mnie znaleźć na:

Facebook: NullPointerExceptionPL

Twitter: @matdabski

LinkedIn: LinkedIn

Github: @matdabrowski

lub skorzystać z formularza kontaktowego: Kontakt

 

Zapisz się na Newsletter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *